Maria Langner "Ostatni bastion"

Cela 31

Cela więzienna - obcy, wrogi, ohydny świat. Nie ma chyba na świecie bardziej niemiłego i smutnego miejsca.

Szare ściany, wysoko w górze małe zakratowane okienko, prycza, siennik. Na ziemi stoi brązowy dzban gliniany. Ohydna miska, nadająca się raczej na śmietnik, służy do mycia i jest jednocześnie pokrywą klozetu. Brudnoszara szmata na zardzewiałym gwoździu ma być ręcznikiem. Na sienniku leży zapomniany nędzny tłumoczek, czyjaś pozostawiona, potwornie brudna bielizna pościelowa w niebieską kratkę.

Cela jest bardzo wysoka.

Jak gdyby człowiek został zepchnięty w otchłań, w której musi pozostać na zawsze…

A może mnie jutro rano rozstrzelają… albo powieszą? Wieszanie jest w państwie hitlerowskim najczęściej stosowanym sposobem uśmiercania skazanych; idzie tu nie tyle o karę, co o zemstę czy zadośćuczynienie. Podobno trupy wyglądają obrzydliwie.

Rozstrzelanie, myślę, byłoby lepsze. Tak czy inaczej, trzeba będzie za to zapłacić głową. Gestapo nie żartuje, a tym bardziej ten Kessler. I doktor na pewno będzie musiał zginąć - umknął przecież Kesslerowi.

Co z Anneliese? - Widocznie powiedziała, że Heisig jest u mnie. Greta odebrała od niej walizkę. Ale dlaczego powiedziała i komu? Krążą mi w głowie pytania, na które nie mogę znaleźć odpowiedzi. Dziwne, że Kessler nie pytał, czy jeszcze ktoś jest w moim mieszkaniu. Harry i Greta zostaliby wtedy też aresztowani. Lepiej jest tak, jak jest. Gdyby nas było dużo, zeznania byłyby sprzeczne… czy będą nas w ogóle jeszcze przesłuchiwali? Znaleźli go w moim mieszkaniu… jestem więc chyba współwinna. Winna? Czy może być mowa o jakiejkolwiek winie… z naszej strony?

Wciąż jeszcze stoję w tym samym miejscu. Nade mną pali się czerwoną niteczką ponura żarówka.

Pierwszą czynnością każdego więźnia, gdy przychodzi do przytomności, jest czytanie regulaminu w celi. Wisi na ścianie: Nie wolno wyglądać oknem i nie wolno wspinać się w tym celu na pryczę. Nie wolno używać pozdrowienia “Heil Hitler”, nie wolno hałasować, nie wolno zanieczyszczać celi, nie wolno w ciągu dnia leżeć na pryczy, nie wolno dawać znaków pukaniem, należy wstawać o piątej. Określony jest również porządek dnia.

Jest rzeczywiście strasznie zimno. Tak bym chciała zapalić papierosa! Prawda, mam przecież moją małą walizkę… ach, jak dobrze!

60

Siwowłosy strażnik jeszcze raz otwiera drzwi i przynosi dwa tutaj wszystko jest szare - i mają zapach koce. Są twarde, szare łachmanów. Po chwili znowu słyszę kroki i po raz pierwszy widzę oko w judaszu: jedno oko wlepione w człowieka przez żelazne drzwi pozbawione klamki. Ma całą celę w polu widzenia, można odwrócić się do niego plecami, zamknąć oczy, a ono jest ciągle obecne, czuje się je każdą cząstką i nienawidzi się go w dzikim odruchu wewnętrznego buntu. Bez wyrazu, dziwnie nieruchome, jest w ciągu nie kończących się sekund panem celi, zna wszystkie ruchy i całą mękę we mnie i wokół mnie. Pierwszym przedmiotem nienawiści więźnia jest to czatujące oko bez oblicza.

Stary wartownik przechadza się przed celą, staje, idzie dalej, od drzwi do drzwi, potem słychać jego kroki, rozbrzmiewające głuchym echem w budynku i na krętych żelaznych schodach.

Gdzieś z bardzo daleka dochodzi przez grube mury nierzeczywiste, bezdźwięczne wołanie: - M-a-r-i-o!

Odpowiadam: - Anneliese!

Potem znów jest cicho.

Mija godzina długa jak rok. Kroki męskie za drzwiami celi przemierzają cały budynek.

  • Hallo, panie, niech pan słucha.

Otwiera drzwi. Nie daje mu spokoju myśl, że nie wie właściwie, co jest z tymi “dwiema babami”. Nie jest urzędnikiem więziennym, tylko jakimś biednym woźnym czy listonoszem, którego wcielono do policji.

  • Zapomniał pan zgasić światło - powiadam - Tu przecież okna nie są zaciemnione.

Jest przestraszony, narzeka na panujący tu bałagan i uważa za swój obowiązek wyjaśnić mi, że nie objął swego zajęcia dobrowolnie i że to nie jego wina, iż musi uważać na więźniów. Jest chętny do rozmowy, nocna służba jest nudna.

W ten sposób dowiaduję się wielu rzeczy. Razem z Anneliese, z tą “drugą panienką” i ze mną jest tu sześć kobiet. Przed dziesięcioma dniami ewakuowano wszystkie więzienia i urzędnicy odtransportowali więźniów, ponieważ miasto zamienione zostało w twierdzę. Teraz są tu koszary Schutzpolizei. Wczoraj, gdy przyprowadzono pierwszych trzech więźniów, wydany został rozkaz skierowania na wartownię specjalnego przedstawiciela policji, który miał wszystkich przyjmować.

Wszystkich. Liczono więc na dalszych więźniów.

  • A do żarcia też już nic nie ma - mówi, niezadowolony z panującego nieporządku, wśród którego znalazł się jako wartownik. Potem przypomina sobie nagle instrukcje, jakie otrzymał: nie wolno mu przecież ze mną rozmawiać. Daję mu papierosa, wychodzi i zamyka drzwi, znów zapominając o zgaszeniu światła.

Leżę w płaszczu na sienniku, myślenie wywołuje niemal fizyczny ból.

Potem rozlega się wycie syren, warkot motorów, huk spadających bomb. Nareszcie pierwszy nalot.

Na podwórze z brzękiem padają szyby. Światło pali się w celi, ale jest mi to najzupełniej obojętne.

Dnieje.