Maria Langner "Ostatni bastion"

Egzekucja

Następnego dnia późnym popołudniem wywołują mnie znowu. W wartowni czekają już Greta i Harry, Anneliese i “Wróbelek”. Pięciu mężczyzn z karabinami prowadzi nas przez zaciemnione miasto. Idziemy gęsiego w odstępach kilku kroków. Maszerujemy tak przez godzinę w kierunku południowym, ulicą SA w dół. Przechodzimy koło mego domu. Wszystkie szyby wyleciały. Matka siedzi pewnie w piwnicy - dlatego nikt nie zgłaszał się do telefonu. Naprzeciw padł pocisk artyleryjski. W domu czerni się dziura głęboka na cztery metry.

Za miastem w gmachu okręgowego dowództwa Luftwaffe, gdzie również znajdują się biura Kesslera, rozmieszczają nas oddzielnie.

Siedzę w centrali telefonicznej. Jest jasno i ciepło - ach, jak ciepło. Mój wartownik wychodzi do kantyny, ja zostaję. Zaledwie zdążył zamknąć drzwi za sobą, pięciu mężczyzn przy biurkach i registratorach przerywa pracę. Przyglądają mi się w napięciu, a jeden pyta szybko: - Co się stało? - wszyscy ciekawie pochylają się w przód i oczekują mojej odpowiedzi. Odpowiadam pytaniem.

  • Czy znacie doktora Heisiga, lekarza sztabowego?

  • Czy znamy…? Znaliśmy!

68

Serce moje nagle zaczyna bić tak mocno, że ledwo mogę mówić.

  • Czy został…?

  • Tak. Został!

  • Pierwszego lutego został rozstrzelany - mówi jeden z nich. Wstaje z krzesła i podchodzi do okna, z którego nie ma na co patrzeć.

Przez długie minuty nikt nie mówi słowa. Wreszcie rozlega się dzwonek jednego z telefonów. Jeden z urzędników zdejmuje słuchawkę i donośnym głosem krzyczy w nią: - Kommando Flug! - Podaje hasło, łączy, potem siada obok mnie i opowiada:

Samochód z ponownie aresztowanym Heisigiem mknie wśród nocy. Droga prowadzi do okręgowej komendy wojskowej. Za Heisigiem siedzi Kessler, pan i władca sądu wojennego, uosobienie satysfakcji. Znowu pochwycił zbiega, prześcignął go w chytrości, jest zwycięzcą.

Obok lekarza siedzi oficer SS.

Od chwili aresztowania Heisig nie przemówił ani słowa. Podczas gdy wóz zatacza łuk tuż przed budynkiem okręgowej komendy wojskowej, Heisig nagle chwyta za klamkę i wyskakuje. SS-man wyciąga rewolwer i oddaje błyskawicznie trzy, cztery strzały - nasz mały, dzielny doktor pada z jedną kulą w plecach, drugą w nodze.

Wnoszą go do budynku i starają się ratować ciężko rannego, z którego ust toczy się krwawa piana. Nadprokurator nie odstępuje go ani na krok. Lekarz operujący chce mu dać zastrzyk morfiny, ale prokurator nie zezwala. Tymczasem zapada wyrok śmierci na rannego.

Heisig męczy się nieopisanie, leży w agonii. Egzekucję zarządzono na godzinę siódmą trzydzieści rano.

Heisig, który ciągle jeszcze zdradza objawy życia, leży na noszach. Przywiązują go do noszy i ustawiają w podwórzu prostopadle do ściany. Usta rannego poruszają się. Kesslerowi, stojącemu obok, zwracają uwagę, że Heisig chce jeszcze coś powiedzieć.

Spojrzenie na zegarek: “Pan Heisig może za dwie minuty porozmawiać z św. Piotrem”, a potem znak ręką.

Z ośmiu karabinów pada salwa, jeden z żołnierzy wyjmuje rewolwer, daje strzał ostatni.

Ciało wypręża się i nieruchomieje.

69