U nadprokuratora
Walter Heisig nie żyje!
Mężczyźni z centrali telefonicznej zasypują mnie radami. Jeden z nich schodzi kilkakrotnie do schronu przeciwlotniczego, w którym siedzą Greta i Harry. W ten sposób przekazuję im wiadomość, że na temat kryjówki Heisiga zeznałam, iż nikt mu właściwie nie pomagał, powiadamiam ich, jaka jest treść podpisanego przeze mnie protokołu i jakie zeznania złożyłam o naszych wspólnych rozmowach. Harry zawiadamia mnie, że podał, iż Greta była zajęta dzieckiem, on zaś obłożnie chory i o niczym zasadniczo nie wiedział, a przede wszystkim nie miał pojęcia, że Heisig spędził w mieszkaniu także i drugą пос.
Potem wprowadzają mnie do gabinetu nadprokuratora.
Kessler siedzi za biurkiem. Widok jego głowy bez czapki jest tak odrażający, że człowieka ogarnia lęk. Zupełnie pozbawiona włosów głowa o cienkiej sinobiałej skórze, na której znaczy się gęsta sieć żył, zarysowuje się jak trupia czaszka na tle czerni zaciemnionego okna.
Kessler odwraca głowę w moją stronę, patrzy przez ramię i wstaje. Twarde, ponure spojrzenie przeszywa mnie aż do głębi serca. Jest w nim coś ujarzmiającego. Twarz pozbawiona wszelkiej świeżości jest jeszcze młoda i nieskończenie wyniosła. Wysoka wytworna postać, mundur oficerski, pewne siebie ruchy i ta przerażająca trupia czaszka o fanatycznych oczach, wychylająca się z wysokiego kołnierza, obezwładnia, działa groźnie i odpychająco.
Wskazuje ruchem ręki na krzesło obok biurka: - Proszę. - Podczas gdy siadam, zwraca mi uprzejmie uwagę na pewne niedbalstwo w mojej garderobie. Spod płaszcza wyziera rąbek wełnianej chustki mojej matki, którą włożyłam na siebie. Takie uwagi odbierają zwykle kobietom pewność siebie. Ale panu Kesslerowi nie uda się mnie zdetonować.
-
Dziękuję - mówię krótko to nic nie szkodzi.
-
Pani jest bardzo opanowana - mówi Kessler - zauważyłem to już ostatnio.
· Tak, oczywiście. - odpowiadam. - Pan jest na pewno bardzo doświadczony, jeśli chodzi o ocenę aresztowanych. Wiele kobiet załamuje się nerwowo, zwłaszcza jeśli mają nieczyste sumienie.
Szpady zostały skrzyżowane.
70
-
Czy pani właściwie jest rusofilką?
-
Co to takiego? - pytam zdumiona.
Kessler uśmiecha się drwiąco, jakby chciał dać do zrozumienia, że to jest z mojej strony mała i głupia taktyka.
- To znaczy, czy czeka pani na Rosjan? Czy dlatego została pani we Wrocławiu?
Teraz na mnie kolej uśmiechnąć się drwiąco, nieznacznie tylko, nie więcej niż on.
- Jeszcze dużo ludzi pozostało w mieście… czyżby wszyscy czekali na Rosjan? Na przykład pan, panie Kessler. Byłam powołana do Służby Pracy i pracowałam w warsztatach wojskowych, nie mogłam więc wyjechać. A poza tym istnieje jeszcze nasza armia.
Przy ostatnich słowach Kessler znacząco podnosi wzrok znad stosu białych arkuszy na biurku chcąc spotęgować we mnie wrażenie swojej przewagi w tej sytuacji. Oczy jego grożą bardziej niż słowa. Robi to widocznie całkiem świadomie, jakby chciał mnie ostrzec, abym go nie prowokowała. A przecież od chwili, gdy dowiedziałam się o strasznej śmierci Heisiga, więcej jest we mnie pogardy dla Kesslera niż lęku przed nim. Chce wydrzeć mi moją tajemnicę, ale znam też jego tajemnice i wiem, czym kieruje się ten człowiek o sumieniu lodowca. Ja jestem tylko nic nie znaczącym pionkiem, ale on jest wielokrotnym mordercą, jednym z wielkich aktorów, jego gabinet to jedna z komór sercowych Trzeciej Rzeszy. Jedna jego niechętna myśl, jedno słowo może nas wszystkich pięcioro zniszczyć tak samo jak Heisiga, który nie mógł się przed nim skryć ani uratować. Ale niedługo huragan, którego, zapowiedzią jest głuchy grzmot dział pod murami naszego miasta, wedrze się tutaj przez otwarte drzwi, zmiecie ludzi i akta. Może właśnie my będziemy należeli do tych, którzy tego dożyją. Dlatego z Kesslera muszę wyciągnąć to, co zechcą wiedzieć przyszłe pokolenia o takich godzinach jak obecna. Czatuję na każde jego słowo tak samo jak on na każde moje. Kessler przy każdym pytaniu musi odkryć jakąś kartę. Kessler musi odkryć swoje karty, ja natomiast mogę grać fałszywie.
Mózg mój pracuje jak maszyna. Myśli są w pogotowiu, można je wypowiadać bez zastanowienia.
Gdy zrobiłam uwagę na temat armii, Kessler popatrzył na mnie z zainteresowaniem. Posługuje się grą oczu jak diwa filmowa - jego spojrzenie przybiera zwolna wyraz zamyślenia.
71
Sądzę - powiada pocierając ręką podbródek - że pani jednak czeka na wojska radzieckie. - A potem usłużnie, jakby chciał zaoszczędzić mi myślenia: - Tak, tak.
Po chwili mówi poufnie, jakbyśmy byli dwoma małymi spiskowcami: - Pani przecież niejedno zdziałała dla ułatwienia dezercji.
-
Dezercji? - pytam zdumiona, jak gdybym tego słowa wcale nie znała.
-
Tak - powiada Kessler. - Gdzie jest Laurenz, gdzie Schulz? Schulz był jeszcze w mieście, gdy ogłoszono je twierdzą. Laurenz był jeszcze tutaj przed pięciu dniami. A gdzie podziewa się syn pani, który przybył do miasta dwudziestego drugiego stycznia? Dlaczego pan Laue był właśnie w pani mieszkaniu, dlaczego Heisig ukrywał się właśnie u pani? - Nie czeka na odpowiedź. Wystarczy mu, że wiem, iż może mnie zapędzić w kozi róg, przede wszystkim chce, abym poczuła się bezradna i niepewna. Jeszcze przed chwilą wytrawny sędzia śledczy, nagle, nie zmieniając postawy, przeobraża się z łatwością w uprzejmego gospodarza i pyta: - Czy dostała pani coś do jedzenia?
-
Dziękuję, dostałam kawę w centrali telefonicznej.
Otwiera papierośnicę i częstuje mnie papierosem. Podczas gdy daje mi ognia, pyta od niechcenia:
-
A jaka była treść kartki… pisanej po rosyjsku… pan Heisig nosił ją na gołym ciele?
-
Znam pana Heisiga tylko w ubraniu.
-
No tak, Heisig jednak otrzymał tę kartkę w pani mieszkaniu.
Anneliese!…
Kessler znowu daje mi do zrozumienia, że dużo wie, chcąc w ten sposób zbić mnie z tropu.
-
A skąd właściwie pani zna obydwu Bułgarów?
-
Znam więcej niż dwu Bułgarów.
-
Mówię o tych, którzy napisali kartkę dla pana Heisiga.
-
Ach - powiadam - kartka dla lazaretu… czyżby tę kartkę nosił pan Heisig na gołym ciele? To dziwne.
-
Jak to dziwne?
Wielki Kessler wpada w małą pułapkę, chciał przecież wiedzieć, skąd znam Bułgarów… a okazuje się, że właściwie chce przede wszystkim wiedzieć, co zawierała kartka, która widocznie została i której treść pozostała dla niego tajemnicą.
72
-
To była na pewno kartka, która miała zostać wywieszona przed lazaretem dla ochrony rannych i zawierała napis: pomocnicza placówka Czerwonego Krzyża, czy coś w tym rodzaju. Panowie pewnie niezbyt dobrze znają język rosyjski.
-
Więc pani jednak liczyła się z wkroczeniem Armii Czerwonej?
Widać już bardzo wyraźnie, do czego Kessler zmierza.
- Nie rozumiem, dlaczego właśnie ja miałabym koniecznie czekać na Armię Czerwoną. Ewakuacja miasta była też tylko profilaktycznym zarządzeniem, przynajmniej tak podało kierownictwo okręgu. W tym sensie należy zrozumieć kartkę znalezioną u doktora Heisiga.
Kessler milczy parę sekund. Trzyma mnie wzrokiem na uwięzi.
-
Czyj to był projekt?
-
Mój - odpowiadam bez wahania. - Może był przygotowany na kłamstwa i zaprzeczenia. Jego również można zbić z tropu. Widocznie Bułgarzy są też aresztowani. W każdym razie pewne jest, że byli przesłuchiwani. Nie mam pojęcia, co zeznali. Cóż mogłabym innego powiedzieć niż właśnie “mój”.
-
Czy pani jest zupełnie pewna, że taki właśnie był sens kartki?
-
Tak.
-
Doktor Heisig jednak chciał zdezerterować do wroga?
-
O to najlepiej byłoby zapytać jego samego, ja o tym nic nie wiem.
-
Pani utrzymuje kontakt ze swą siostrą w Berlinie.
-
Oczywiście - odpowiadam, ale serce bije mi tak, że czuję je niemal w gardle. Siostra moja jest łączniczką w berlińskiej grupie oporu i pośredniczy w przekazywaniu wiadomości.
Kessler wstaje, postępuje dwa kroki i zatrzymuje się przede mną. Wiem, że teraz nastąpi pierwsze wielkie uderzenie. Najchętniej zakryłabym twarz rękami, ale opanowuję się straszliwym wysiłkiem i udaje mi się zachować spokój.
-
Kto jest następcą Czepy? - pyta.
-
Nie znam żadnego Czepy.
-
Jürgen - mówi Kessler. - Ten sam Jürgen, który według listów Tiny Schmidt zmarł nagle w listopadzie. Ten sam Jürgen, który jeszcze przed trzema miesiącami miał przyjechać do Wrocławia… nieznajomy, którego przybycie zapowiedziano pani podając tylko jego imię i który potem, w tym samym czasie, kiedy dokonano egzekucji nad Czepą, umiera na jakąś nieokreśloną bliżej chorobę równocześnie z tym Czepą, którego nazywano Jürgenem.
-
Nie wiem, o czym pan mówi, nie znam żadnego Czepy.
-
Pierwszy poważny błąd popełniła pani zaprzeczając, że doktor Heisig jest w pani mieszkaniu, teraz popełnia pani drugi. Pan Heisig w każdym razie pani nie oszczędzał.
Teraz wiem, że kłamie, ale wiem również, jakie ma zamiary. Jürgen był instruktorem wojskowym grupy Saefkow, prywatne jego nazwisko słyszę dziś po raz pierwszy. Został w listopadzie rozstrzelany. Heisig nie miał z nim żadnego kontaktu. Jeżeli Kessler chce połączyć Heisiga i jego rzekomo planowaną dezercję na front radziecki z Jürgenem, a kartkę z rosyjskim napisem interpretować jako wiadomość dla wroga lub jako rodzaj przepustki, łatwo może nam z te ukręcić stryczek. Oskarży nas wówczas o to, że jesteśmy grupą ruchu oporu, która posiada bezpośredni kontakt z Berlinem; złapał grubszą zwierzynę, a my jesteśmy zgubieni.
W jaki sposób należy się przeciw temu bronić?
Z listów mojej siostry absolutnie nie mógł wywnioskować nic takiego, co dałoby mu powód do podobnych kombinacji. Są utrzymane w tonie niewinnych pogawędek i mogłam je przechowywać bez żadnej obawy.
-
Jeśli nie zna pani Czepy powiada Kessler to pewnie nie jest pani wiadomo, że siostra pani należy do partii komunistycznej i że była więźniem obozu koncentracyjnego w Hohnstein.
-
Te fakty są mi oczywiście znane.
-
Mnie też - drwi Kessler jawnie. - To dopiero nadaje listom odpowiedniego uroku.
Jest jednak teraz zbyt pewny siebie. Siada nie spuszczając ze mnie wzroku i naciska guzik dzwonka. Każe ordynansowi przyprowadzić Harry’ego.
Każe usiąść Harry’emu na krześle za mną. Teraz jego z kolei Kessler pyta o kartkę z rosyjskim napisem. Harry odpowiada wolno, z wahaniem, jąka się, być może umyślnie: - Na kartce tej było wypisane jakieś rosyjskie pozdrowienie… Popow chciał mi pokazać rosyjski alfabet. - Na pytanie Kesslera, co zrobił z kartką, odpowiada:
- Wpierw ukryłem kartkę przy sobie. Myślałem, że może będę kiedyś potrzebował. Później pomyślałem, że to nonsens, i dałem ją Heisigowi, który chciał ją mieć.
74
Słucham przerażona i wyobrażam sobie, jak wyglądają inne zeznania. Na pewno każdy uważał za stosowne zeznawać coś innego.
W tej chwili dzwoni telefon. Kessler przyjmuje meldunek. Mówi tylko “tak” i “dobrze”, odkłada słuchawkę i poleca nam wyjść z pokoju. Ordynans przekazuje nas wartownikowi, który nas przyprowadził. W kilka minut potem warczą ciężkie motory, bomby padają z hukiem i rozpryskują się z trzaskiem, artyleria przeciwlotnicza szaleje. Wprowadzają nas pośpiesznie do piwnicy, gdzie siedzimy obok siebie na długich ławkach. W ogólnym zamieszaniu nikt nie troszczy się o to, że możemy z sobą rozmawiać. Wszyscy już wiedzą, że Heisig został rozstrzelany. Poznaję “Wróbelka”. Opowiedziała Anneliese, że Heisig wcisnął jej w rękę kartkę z rosyjskim tekstem i że dziewczęta kartkę tę spaliły. Po zniknięciu Heisiga przesłuchano natychmiast cały personel lazaretu, każdego oddzielnie. Anneliese początkowo zaprzeczała wszystkiemu, nie miała o niczym pojęcia, niczego nie podejrzewała. Następnego dnia, gdy Greta odebrała od niej walizkę, została aresztowana. Kiedy Kessler poddał ją ponownemu, gruntownemu przesłuchaniu, uległa jego taktyce, uwierzyła, że wie o wszystkim, zwłaszcza gdy ją ostrzegał, aby nie unieszczęśliwiała swego dziecka. Podała więc wszystkie adresy, gdzie można by przypuszczalnie znaleźć Heisiga. Zapewnia, że była przekonana, iż tymczasem Heisig przeszedł na stronę wojsk radzieckich. Anneliese opowiedziała o spalonej kartce w nadziei, że ją zwolnią, i wsypała “Wróbelka”, a wreszcie, gdy Kessler napomknął o zwolnieniu, opowiedziała także o walizce, którą Greta odebrała. Twierdzi teraz, że musiała, przede wszystkim myśleć o swym dziecku.
Wie o tym, że za ciężkie polityczne przewinienia rozstrzeliwuje się też rodziny zasądzonych - nazywa się to w państwie Hitlera doszczętnym wyniszczaniem.
Greta, która została w domu dwa dni dłużej niż ja, opowiada:
Gdy wyprowadzono Heisiga i mnie, wybiegła z swego pokoju z Harrym i wpadła do Pietra. Matka i Pietro siedzieli razem i wprost nie mogło im się w głowie pomieścić, w jaki sposób to wszystko się stało. Uradzili, iż zeznają, że Heisig był moim przyjacielem. W ten sposób fakt, że Heisig spędził u mnie noc, wyglądałby zupełnie nieszkodliwie, a ja miałam wolną rękę w zeznaniach. Pierwszego lutego, w dniu rozstrzelania Heisiga, zjawił się w moim mieszkaniu Kessler z swymi ludźmi celem przeprowadzenia rewizji. Siedział dwie godziny u mojej matki, mówił do niej “babuniu” prosił, aby się go nie bała i opowiedziała mu wszystko, gdyż w przeciwnym razie nie będzie mi mógł pomóc. Staruszka uważała, że jest “czarujący”, i w zaufaniu opowiedziała mu wszystko, co chciał wiedzieć. Umiejętnymi pytaniami Kessler wydostał z niej wiadomość o zniknięciu Laurenza, o szybkim wyjeździe Charliego, o pobycie starszej córki w obozie koncentracyjnym w Hohstein i o moim oczekiwaniu na przyjazd syna. Kessler bez trudu dowiedział się wszystkiego, co miało dla niego jakąkolwiek wartość, podczas gdy jego ludzie przeszukiwali w sąsiednim pokoju moje biurko, szafy i książki i przewrócili całe mieszkanie do góry nogami. Staruszka natychmiast poszła na lep jego rzekomej gotowości przyjścia mi z pomocą, chciała mnie przecież ratować.
Pietro był w tym czasie na przesłuchaniu w Gestapo. Zażądali od niego, by pracował jako prowokator wśród obcokrajowców, w przeciwnym bowiem razie zostanie aresztowany Pietro przyjął propozycję i czeka teraz tylko na wojska radzieckie lub bomby, które oby jak najrychlej spadły. Jest bardzo nieszczęśliwy.
Następnego dnia rozerwała się bomba w podwórzu naszego domu. Matka, Pietro i dziecko są teraz w piwnicy. Wszystkie szyby powypadały i dom się zarysował.
Mogę teraz zakomunikować Harry’emu, co zeznałam poprzednio o kartce, on również wie, że obaj studenci z Sofii zostali aresztowani. Zasypujemy się nawzajem pytaniami, jak się sprawa skończy, czego właściwie chce Kessler i o co pytał. Mówił głównie o kartce i usiłował dowieść, że Heisig utrzymywał łączność z Armią Czerwoną. Chciał z niego zrobić komunistę i dezertera i jako dezertera kazał go też rozstrzelać. Kessler pragnąłby wynaleźć inne przyczyny ucieczki Heisiga niż te, które wynikły z przesłuchania, pragnąłby nadać jej inne pozory. To jedno jest dotąd jasne, ale też nic ponadto.
Na dworze ciągle jeszcze szumią motory, padają bomby, chwilami drżenie przebiega dom.
Widocznie Kessler zajęty jest czymś innym, ma ważniejsze sprawy, bo wcale się o nas nie troszczy. Nasi wartownicy stają się coraz bardziej niespokojni. Biegają tam iz powrotem i przeklinają długą służbę. Wreszcie jeden wychodzi, aby zasięgnąć języka. Wraca z wiadomością, że Kessler od dawna opuścił budynek… Może nowe aresztowania… W wypadkach wyjątkowo ważnych nadprokurator Kessler nie umie sobie odmówić rozkoszy asystowania przy aresztowaniu. Greta i ja namawiamy wartownika, aby poszukał kogoś odpowiedzialnego, kto by zajął się odesłaniem nas do więzienia. Wartownik wychodzi.
-
Jak ci się Kessler podoba? - pyta Greta. - O mało nie zemdlałam, gdy go zobaczyłam. Tak fantastycznej łysiny nie widziałam jeszcze nigdy w życiu. On obok Pietra to prawdziwa reklama płynu Sebalda na porost włosów przed i po użyciu. Zdaje mi się, że nie ma nawet rzęs i zarostu. Naprawdę człowiek obiema rękami musi przytrzymywać serce, gdy ta trupia czaszka zaczyna mówić. Na jego widok na pewno wszystkim aresztowanym robi się niedobrze.
-
Tak. Anneliese istotnie zemdlała.
-
Strasznie się go boję - powiada Anneliese. - Wiedziałam, że muszę poświęcić Heisiga albo moje dziecko, i musiałam zdecydować się na niekorzyść Heisiga. Czy nie możecie tego zrozumieć?
-
To idiotyzm - powiada Greta brutalnie. - Chciałaś się tylko pochwalić, że wiesz coś. Przecież wcale nie musiałaś wiedzieć, dokąd się przeprowadziliśmy. Po co mówiłaś o walizce? Dlaczego opowiadałaś o kartce?
-
Ależ, Greto, zastanów się! A gdyby “Wróbelek” opowiedział o kartce? A gdyby Kessler beze mnie znalazł Heisiga? I byłoby się wydało, że dałam ci walizkę? A zresztą - oni zawsze mówią, że inni przyznali się do wszystkiego - jaki byłby w ogóle sens… Tylko po to, aby wydać na rzeź siebie i własne dziecko?
-
To twoja wina, że wszyscy tu siedzimy - mówi Harry.
-
Przecież i ja siedzę - szlocha Anneliese - a Heisig nie żyje; teraz każdy musi myśleć o ratowaniu swojej skóry.
Jestem zadowolona, że przedtem, gdy wymieniliśmy uwagi i spostrzeżenia, nie powiedziałam ani słowa o tym, iż Kessler pytał o Czepę. Gdyby istotnie tak było, że “każdy musiałby myśleć tylko o ratowaniu własnej skóry”, musielibyśmy się wzajemnie siebie wystrzegać i jeden stanowiłby niebezpieczeństwo dla drugiego. Straszna jest ta świadomość, ale niestety tak jest. Zastanawiam się, czy nieprzyznanie się do kontaktu z Heisigiem, a podawanie go jako kochanka nie ma też jakiegoś związku z tym “ratowaniem własnej skóry”. Jak łatwa jest rola sądów, gdy ludzie wmieszani w jedną sprawę zaczynają odnosić się do siebie podejrzliwie. A podsycanie tej podejrzliwości nie jest trudne, gdy się trzyma więźniów oddzielnie.
77
Harry nie dowierza mi od chwili, gdy został po mnie aresztowany. Greta nie dowierza Anneliese. Anneliese “Wróbelkowi”, “Wróbelek” jednak nie mówi ani słowa. Patrzy po kolei na wszystkich i w końcu siada koło mnie.
-
Co pani myśli o tym wszystkim? - pyta mnie.
-
Myślę, że Heisig był wytwornym i wielkodusznym człowiekiem i że wszyscy nie jesteśmy w dziesiątej części tyle warci co on.
“Wróbelek” wyciąga do mnie rękę… - Bardzo, bardzo go… lubiłam i on mnie… też trochę. Opowiedziałam Anneliese o kartce, bo nie wiedziałam, czy lepiej jest schować ją, czy zniszczyć. Walter mógł wrócić, może wtedy byłaby mu ta kartka potrzebna. Bardzo żałuję, że nie zachowałam tego dla siebie.
-
Niech pani się nie martwi z tego powodu - znaleziono by inne sposoby, aby obciążyć Heisiga i nas. To nie jest decydujące.
-
A co właściwie jest decydujące?
-
Najważniejszą rzeczą byłoby wiedzieć, do czego Kessler właściwie zmierza. Całkiem wyraźnie stara się wywołać wrażenie, że wydał wyrok na Heisiga nie za jego uwagi na tematy polityczne, ale za dezercję, za chęć ucieczki do Rosjan.
Wartownik wraca i w nocnych ciemnościach odbywamy powrotną drogę do więzienia. W milczeniu podążają za nami wartownicy z karabinami na ramieniu. Długa jest ulica SA i teraz całkowicie opustoszała. Poza podwójnymi posterunkami przy barykadach - przez które prowadzą wąskie przejścia - nic się wokół nie porusza. Jak objęte klątwą, miasto zastygło w pełnym lęku milczeniu, oczekując nocnego wielkiego nalotu.
Zamykają się za nami drzwi budynku Gestapo. Na zewnątrz starannie zaciemniona tajemnica, wewnątrz jaskrawo oświetlony gmach tętni życiem i gorączkowym ruchem. Nawet w nocy wre tu w pełni praca, mężczyźni trzaskają obcasami, szaleją telefony, ludzie w mundurach pędzą po schodach, rozlegają się nawoływania, biegną nici, przędące nieszczęście.
Po dopełnieniu formalności więźniowie, którzy wrócili, zostają przekazani wraz z przepustką dwom SS-manom i odprowadzeni do więzienia.
Wracamy do naszych cel.
78