Kariery
Gdy w marcu Wanda po raz pierwszy weszła do naszej celi, wzruszył mnie wyraz nieopisanej trwogi w jej oczach. Rzuciła się na pryczę i płakała niepohamowanie i beznadziejnie. W nocy opowiadała, jak ją omotano siecią kłamstw i podłości, i tuliła się do mnie w śmiertelnym lęku obejmując mnie kurczowo obiema rękami. Szef jej, rzeźnik, który po wyjeździe żony napastował ją, został zawiedziony w swych nadziejach i złożył w Gestapo doniesienie, że sprzedawczyni Wanda jest wrogiem reżimu i utrzymuje stosunek miłosny z Czechem Frycem, terminatorem w jego sklepie. Dwie kobiety, które, według opowiadania Wandy, przekupił mięsem i kiełbasą, potwierdziły to pod przysięgą. Zeznały, że Wanda po pierwszym ciężkim nalocie wyraziła się, iż wyjdzie na spotkanie Armii Czerwonej z kwiatami.
W zbiorowym życiu celi myśli Wandy krążą tylko wokół własnego, wstrząsającego przeżycia i nie wychodzą poza ramy własnego nieszczęścia. Zdajemy sobie z tego dokładnie sprawę, ale ta wysoka dziewczyna, z twarzą okoloną gęstwiną czarnych loków, o wybitnie regularnych rysach, wielkich szaroniebieskich oczach, postaci Diany i ruchach łuczniczki, wzbudza w nas współczucie swoimi skargami i swoją miłością. Nocą Wanda płacze na moim ramieniu, a ja pocieszam ją i niezmordowanie wyliczam przewinienia, które były znacznie cięższe niż jej i których nie trzeba było przypłacić życiem. Potem Hüsgen zaczyna się interesować Wandą. Nadchodzą wieczory, podczas których obaj scharführerzy chełpią się swoimi krakowskimi wyczynami stojąc w drzwiach naszej celi. Wanda poczyna się uśmiechać. Ma doskonale rozwinięty zmysł chwytania szansy. W połowie marca Wanda jest wolna, a Czech Fryc wychodzi z więzienia; Thieme tego dokonał. Uważa piękną i doświadczoną córkę oberżysty, która pochodzi z jego stron rodzinnych, za pewną zdobycz. Hüsgen też nie spuszcza oczu z Wandy. I nagle pojawia się na horyzoncie Jaross. Zatrudnia inteligentną intrygantkę jako sekretarkę, aczkolwiek brak jej zupełnie zawodowych kwalifikacji w tym kierunku. Z kolei Wanda zaczyna otaczać sturmbannführera troskliwą opieką. Zanosi posiłki do jego schronu, dotrzymuje mu towarzystwa i w końcu dzięki swoim wdziękom coraz bardziej wdziera się w zamknięty świat samotnika. W tym czasie Jaross raz po raz zjawia się w więzieniu; Wanda w czasie rozmowy podchodzi zwykle całkiem blisko do mężczyzn i patrzy na nich wielkimi niewinnymi oczami, co widocznie wprawia ich w zmieszanie.
Prowokująca a zarazem nieprzystępna, krąży niefrasobliwie między mężczyznami, nawet Nickel staje się niespokojny, a gruby Bawarczyk Fryc biegnie za nią jak piesek. Wszyscy robią sobie nadzieję, ale żaden nie ma pewności, że ją zdobył.
Wanda, dla której mężczyźni są tylko stopniami na drodze do celu, jaki świadomie sobie obrała, ma całkiem innego rodzaju zamiary i marzenia.
Obersturmbannführer Wiczorek, szef wrocławskiego Sonderdienstu, który wzbudza postrach we wszystkich, gdy się od czasu do czasu zjawia w więzieniu, mianuje Wandę urzędniczką Gestapo dnia pierwszego kwietnia, w kilka dni po naszej przeprowadzce. Odtąd Wanda paraduje w szarych, wojskowych spodniach narciarskich i w mocno wciętym żakiecie, a spojrzenie jej jest zimne jak lód. Ma własny klucz do cel, a w kieszeni żakietu wyraźnie zarysowuje się rewolwer. Zakres jej władzy stanowi dla nas niebezpieczeństwo i zaczynamy jej nienawidzić.
W nocy słyszymy, jak szaleje, z ust jej wydobywa się bełkot, śmiech brzmi koszmarnie. Pewny siebie, lekkomyślny i pijany, biegnie echem po długich korytarzach. Śmiech ten jest wyrazem pogardy dla życia i obawy przed śmiercią, jest śmiechem kobiety, która w panicznym lęku przed niebezpieczeństwem sama stała się niebezpieczna. Wyzbyła się wszelkich wewnętrznych hamulców i została kamratką mężczyzn, którzy sami wyzuci są z wszelkich zasad moralnych.
I znów dni w celi upływają w beznadziejnej pustce, a noce w niepokoju i rozpaczy. Dniem i nocą trwają w mieście ciężkie naloty I ataki artyleryjskie. Przez osiem wielkich okien widzimy samoloty uwięzione w stożkowatych smugach światła olbrzymich reflektorów, krwawą lunę na niebie i nie wiemy, czy koniec trwogi jest bliski, czy daleki.
Pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych przynosi najcięższe w okresie oblężenia naloty. Kobiety przykucnęły między łóżkami przy ścianach, w śmiertelnym lęku obejmują się kurczowo lub trzymają się za ręce. Nikt z naszej celi nie dostaje pracy, gdyż wszystkie znamy Wandę z okresu gdy sama była więźniem w śledztwie, widocznie Wanda nie pragnie się z nami spotykać. Wyznacza tylko kobiety do prac na polu startowym, nie odpowiada wcale na nasze pytania. W drugi dzień Świąt Wielkanocnych, w pięć dni po naszej przeprowadzce, Wanda wywołuje Hildę i mnie. Dostajemy chustki w biało-niebieską kratę, granatowe męskie fartuchy i zostajemy mianowane kalefaktorkami. Hilda otrzymuje rozkaz wypakowania koszy na górnym piętrze, dobrania sobie dwóch kobiet do pomocy i uprzątnięcia izby, która jej zostaje wskazana. Mają zamiar założyć szwalnię.
Mnie prowadzi Wanda o piętro wyżej. Otwiera drzwi jakiejś celi i wprowadza mnie do małej kuchni. Biała, kamienna podłoga, mały piecyk kuchenny, wielkie, zakratowane okno, czysto, jasno. Jestem zaskoczona i ciekawa, jakie Wanda ma plany.
- Będziesz tu gotowała dla trzech osób - mówi - dla szefa, Heinza i dla mnie.
Heinz to imię Hüsgena.
- Co ci będzie potrzebne, weźmiesz od szefa kuchni na dole, dlatego też nie mogę cię zamknąć. Nie rób tylko niewłaściwego użytku z twojej wolności.
Podaje mi godziny, w których mam punktualnie podawać posiłki do stołu, i nakazuje zupełną dyskrecję. Nikt, a przede wszystkim szef nie powinien wiedzieć, że Wanda jada z Hüsgenem w swoim pokoju. Jaross powinien mieć wrażenie, że gotuje się tylko dla niego. Powinnam zachować się bardzo zręcznie, w pokoju szefa nakryć do stołu i dla niej, przeciwstawiać się energicznie pogłoskom, że łączą ją jakieś poufałe stosunki z Hüsgenem. Thieme, Nickel, a może nawet Jaross na pewno będą się tym interesowali. Również więźniowie nie powinni o tym wiedzieć.
- Ufam ci - mówi Wanda, a potem dodaje z wahaniem, ale wyniośle: - Nie zapomniałam, co niegdyś dla mnie zrobiłaś.
Wanda wychodzi.
Stoję w kuchni i usiłuję pojąć wydarzenia ostatnich minut: ten osobliwy, nie pozbawiony zmysłu praktycznego akt wdzięczności, który raczej zawdzięczam jej nieromantycznym zdolnościom do opanowania każdej sytuacji niż jej przyjaznym uczuciom. Widocznie Hüsgen wygrał wyścig, ale szefa należy trzymać w napięciu, nie śmie wiedzieć, że oberscharführer już od dawna dotarł tam, dokąd on pragnie dotrzeć.
Jest wczesne przedpołudnie. Natychmiast robię pierwszy rekonesans w gmachu.
Długie korytarze biegną wzdłuż wszystkich trzech pięter budynku. Pośrodku wiją się schody dokoła żelaznej kraty, ciągnącej się przez cały gmach od góry do dołu. Wzdłuż korytarzy po jednej stronie znajdują się okna wychodzące na dziedziniec, po drugiej drzwi wiodące do cel.
200
Na drugim piętrze w małej odległości od mojej kuchni, w jakimś pokoju, którego drzwi są na oścież otwarte, zastaję Hildę wśród okropnego bałaganu skrzyń, koszów i olbrzymich stosów akt. - Kobieto - mówi Hilda - jesteśmy w domu obłąkanych. - Trzyma w ręku teczkę z aktami. - Tu są sprawozdania chorobowe więźniów, którzy wpadli w obłęd, musisz to przeczytać. Schowam dla nas kilka sztuk. Po południu napijemy się tutaj kawy. Ugotujesz duży garnek kawy i uczcimy dziś Wielkanoc. Chleb mam, a jeśli możesz, przynieś od Emila trochę sztucznego miodu.
Na drugim końcu korytarza znajduje się duża sala, której drzwi są otwarte. Siedzi w niej szewc Berger i pracuje. Manek i drugi kalefaktor siedzą w nowych granatowych fartuchach obok Bergera i mówią z irytacją o tym, że Thieme urządza więzienie na sposób pokojowy. Berger stuka palcem w czoło. Więzienie leży w pobliżu portu rzecznego. Rozpięte nocą nad miastem świetlne smugi reflektorów padają z radzieckiego frontu, który znajduje się za szeroko rozgałęzioną siecią kolejową, za kanałami i rzeką. Berger wyciąga przed siebie rękę, na której tkwi but Jarossa. - Tych butów nie zdążę już zrobić. Na to daję głowę.
Obok warsztatu szewskiego mieści się magazyn i ogólna łazienka. Reszta drzwi na tym piętrze wiedzie do cel, w których umieszczono skazanych na śmierć.
Na pierwszym piętrze są wyłącznie cele; w największych urządzili sobie przytulne pomieszczenia Jaross, Hüsgen i Wanda. W swoim i Wandy pokoju sturmbannführer kazał wypiłować kraty.
Na parterze leżą pomieszczenia służbowe i gospodarskie oraz wielka cela męska dla cudzoziemców. Obok schodów mieści się biuro, drzwi są szeroko otwarte. Hüsgen siedzi za stołem, Wanda przed nim na stole; kolana jej dotykają jego piersi.
Budynek nie posiada piwnic, tylko mały schron przeciwlotniczy pod ziemią.
U Emila w kuchni przedstawiam się jako nowa kucharka i proszę o wydanie mi żywności. Emil jest wyraźnie niezadowolony, że sturmbannführer nie chce korzystać z kuchni dla załogi. Uważa, że jego sztuka kulinarna może wszystkich zadowolić, a prowadzenie od dzielnej kuchni ma swój specjalny sens. Radzi mi pilnować, aby ktoś nie wsypał czegoś do jedzenia, na strychu jest istny skład trucizn. Od Emila dowiaduję się też, do jakich celów służył ten gmach. Była to stacja doświadczalna dla umysłowo chorych więźniów, których dawniej przysyłano tutaj z całej prowincji. Akty Hildy zaczynają mnie bardzo interesować.
Kuchnia więzienia składa się z dwóch izb. W jednej korpulentny Herbert przygotowuje w kotłach posiłki dla więźniów, w drugiej jest piec kuchenny, na którym Emil wypróbowuje swoje umiejętności kulinarne na załodze. Jego pomocnicą jest najładniejsza z więźniarek młoda Włoszka.
Gertruda, pięknie zbudowana Polka i dwie inne młode kobiety obierają na korytarzu kartofle. Liesel, która opatrzyła i ukrywała w piwnicy swego narzeczonego, i została skazana na karę śmierci, siedzi na plecionym krześle w celi Nickla i Ondruscha, której drzwi stoją otworem, i ceruje skarpetki. Nickel stoi przed nią i przygląda się jej w zamyśleniu. Liesel owinęła głowę barwnym jedwabnym szalikiem, który związała w kokardę. Została ułaskawiona, a idylla w przytulnie urządzonej celi mówi sama za siebie. W pokoju Thiemego czarna piękność o wydatnym biuście, w krótkiej spódniczce i wysokich butach, wyciera ściereczką kurz i przy tym śpiewa. I ona była skazana na śmierć i przez całą noc krzyczała w swojej celi. Przypuszczalnie po prostu nie wykonano wyroku. Przy licznych wypadkach rozstrzeliwań, których dokonuje sąd doraźny, i przy metodach pracy sądu specjalnego, który w ostatnich czasach zbiera się tylko raz na tydzień, zdarzają się nawet takie wypadki, że władze więzienne mimo wyroku zwalniającego nie otrzymują rozkazu wypuszczenia na wolność więźnia i ludzie zwolnieni z śledztwa całymi tygodniami pozostają w więzieniu.
Emil wziął klucz z magazynu i odprowadza mnie na drugie piętro. - Za tę grubą nie ręczę - mówi - wyhaftowała Thiememu na Wielkanoc poduszkę na kanapę z frędzlami jak ogon koński. Ale jeśli chodzi o Liesel, Nickel połamie sobie na niej zęby, nawet gdyby jej aksamitną poduszkę pod nogi podścielił.
Nowy szef kuchni zaopatruje mnie w dodatki kuchenne: sól, cukier, kawę, margarynę i inne drobiazgi, z których jednak uczty sporządzić nie można. W okresie oblężenia brak żywności daje się odczuwać coraz dotkliwiej. Bydło, spędzone w pierwszych dniach z ewakuowanych wsi, zostało zabite z powodu braku paszy i od długiego już czasu żywimy się wyłącznie peklowanym mięsem wołowym. Zapasy masła wyczerpały się, margaryny jest mało, tran, który niedawno przywiózł wóz magazynowy, jest nie tylko smutną koniecznością, ale także alarmującym sygnałem. Muszę stoczyć ciężką walkę z Emilem, aby wydostać od niego środki żywności, i za każdym razem Emil napomina mnie, abym oszczędzała. Nie obchodzi się przy tym bez kilku uszczypliwych uwag o tym, że on nie gotuje dla szefa, i w zdumienie wprawia mnie fakt, że nawet Emil, który zresztą ma dobrze w głowie, ulega sugestii tytułu szefa. Szef jest czymś w rodzaju boga. Widok szefa prostuje kolana, a łaska jego spływa jak słońce na podwładnych. Ale Emil nie przyznaje się do tego, twierdzi, że irytuje go tylko “ta bestia”. Potem robi jeszcze przegląd mojej kuchni. Gdy w przyległym pokoju zastaje Hildę, oznajmia mi, że teraz jest już całkiem spokojny. Równocześnie uśmiecha się złośliwie. Twierdzi, że Wanda zrobiła ogrodnikami dwóch najgorszych kozłów. Podobno Hilda jest znana z tego, że wyczynia najbardziej szalone rzeczy, a jeśli o mnie chodzi, twierdzi, że sam miał w kuchni Hasego typowe dowody kobiecego wyrafinowania, które mogą odebrać każdemu kawalerowi chęć do żeniaczki. Z Thea, tego starego idioty, zrobiłam błazna, Rudolf nosił się z poważnymi zamiarami i tylko z przyjaźni ustąpił miejsca Theowi. A Hase zachowywał się jak niemowlę w powijakach. Ze zdumienia robię głupią minę, a Hilda śmieje się rozbawiona i pyta, czy Adolf nie nosił się z poważnymi zamiarami; małżeństwo prowadzące szalet nie potrzebuje nawet własnego mieszkania.
Stoimy i gawędzimy jeszcze przez chwilę, wreszcie Hilda dostaje od Emila kubek cukru.
Potem każde z nas odchodzi do swojej roboty.
Z uderzeniem godziny dziesiątej zanoszę Jarossowi posiłek, po raz pierwszy od chwili gdy w prezydium policji rozkazał zamknąć mnie do oddzielnej celi. Zdaję sobie sprawę z ważności tej wielkiej chwili i przy mojej ciągle przejawiającej się skłonności do przesady jestem niemal rozzuchwalona. Z tacą, na której stoi znany rosenthalowski dzbanek na kawę, smażone kartofle i cukiernica, z wetkniętą w cukier srebrną łyżeczkę, wchodzę do pokoju. Jaross siedzi za biurkiem, kłania się uprzejmie, wstaje i wyręczając mnie zamyka za mną drzwi.
Po południu małe grono kobiet zbiera się na plotki przy kawie u Hildy. Za stosem skrzyń Hilda ustawiła stół i przykryła go białym papierem. Na talerzach piętrzy się chleb posmarowany margaryną, pokrajany w wąskie kawałki. Przynoszę rondel zbożowej kawy, zasiadamy do stołu i święcimy w więzieniu drugi dzień Wielkanocy. Głównym tematem naszych rozmów jest niezmiennie to samo: jak długo to wszystko może jeszcze potrwać i kiedy wreszcie padnie twierdza.
Nie wspominamy naszych bliskich, którzy zginęli. To nosi każdy w sercu. Ale mówimy o tym - i to jest naszą największą troską czy cele śmierci są zajęte, kto w nich siedzi, i postanawiamy mieć na wszystko otwarte oczy.
Podwójne drzwi cel śmierci nie przepuszczają na zewnątrz żadnego szmeru. Judasze są umieszczone w wewnętrznych drzwiach. Zamknięte żelazne drzwi na korytarzu drugiego piętra kryją jak grób tajemnicę nieznanych ludzi, którzy ukryci za tymi drzwiami spędzają ostatnie swe dni czy godziny.