Raczej głód niż wojna
Odkąd zwolniono starą panią Runow, matką celi została pani Menzel. Jest to jedna z najlepszych kobiet w więzieniu…
Pani Menzel gładko uczesane ciemne włosy osłania chustką. Ma spokojną kanciastą twarz i mile mądre oczy. Jej córka Lotta, zuchwale młode stworzenie o twarzy bez wyrazu, przebywa najchętniej wśród kochanek, schronowych, które mają swój kącik w celi i ustawicznie szepczą i chichoczą. Zachowanie Lotty martwi panią Menzel. Lotta wpięła we włosy różowy kwiat papierowy i maluje na pełnej bladej twarzy czarne kreski, które wcale nie są podobne do brwi i nie dodają jej wdzięku. Lotta ma dwadzieścia lat; ma dziecko, którego ojcem jest siedemnastoletni żołnierz. Pani Menzel mówi, że to przyzwoity chłopak, w przyszłości zamierza ożenić się z Lottą, a do dziecka jest bardzo przywiązany.
Sposób, w jaki matka usiłuje ratować godność i honor rodziny, jest wzruszający. Lotta stuka palcem w czoło i natychmiast niweczy usiłowania matki.
Młodociany ojciec troszczył się o Lottę i dziecko, które teraz ma pięć tygodni, nawet wówczas, gdy go powołano do wojska. Potem córka i matka zostały aresztowane. Złożono na nie doniesienie, że przechowywały dezertera. Zapewnienia pani Menzel, iż był to jej zięć, który wpadł do nich chcąc zobaczyć dziecko, nie odnoszą żadnego skutku, tak jak zresztą w wielu podobnych wypadkach, które zdarzyły się w twierdzy.
Dziecko zostało same; Lotta przypuszcza, że zabrało je NSV (przypis: Nantional-soz Versorgung. - Hitlerowska organizacja opieki nad matką i dzieckiem.). Pani Menzel ma okropne zmartwienie. Kobiety podały numer jednostki wojskowej, w której służył młody żołnierz, i wszczęto poszukiwania. Mogą trwać wiele tygodni.
Wiele kobiet wie, gdzie walczą mężowie. Widziały się z nimi na linii frontu. Czasem przedostanie się na front jest kwestią odbycia krótkiej drogi przez kilka piwnic.
Walki odbywają się przeważnie pod ziemią. Całe dzielnice są połączone ze sobą przekopami piwnicznymi. Z jednej strony ulicy na drugą prowadzą głębokie na kilka metrów rowy pod osłoną barykad. Niekiedy wojska radzieckie znajdują się w domach sąsiadujących z domami zajętymi przez Niemców. Głównym tematem opowiadań nowoprzybyłych więźniów są walki piwniczne.
Ewakuacja przeprowadzana przez SS-manów nie odbywa się w ten sposób, jak w okresie początkowym, gdy opróżniano całe ulice, budowano barykady i palono domy. Skutkiem tego zniszczone zostały główne ulice i arterie biegnące w cztery strony świata, jak również wszystkie równoległe i boczne ulice w dzielnicach leżących na krańcach miasta.
Pierścień okrążający miasto zygzakowatą linią uniemożliwił zupełnie dalsze wykonanie instrukcji Hitlera, który nakazywał pozostawić nieprzyjacielowi jedynie wypaloną ziemię.
W samym środku frontu biegnącego zygzakiem dokoła obleganego miasta, niedaleko pola startowego, leży wysepka, na której znajdują się wspaniałe prastare kościoły, starannie utrzymane ulice, historyczne domy w stylu barokowym i piękne starożytne budowle. Szerokie łuki mostów rozpinają się nad rzeką, która rozdzielając się i znów łącząc tworzy pośrodku miasta wydłużoną wysepkę, stanowiącą dziś serce twierdzy. W podziemiach pod krzyżowymi sklepieniami katedry generał ze swym sztabem znalazł schron zabezpieczony od bomb; osłonięty sklepieniami podziemnych, grubych na metr murów, pod nawą kościelną wypełnioną workami piasku, odgrodzony rzeką, połączoną ze światem zewnętrznymi mostami, które każdej chwili można wysadzić w powietrze - generał wydaje stąd rozkazy dotyczące obrony miasta.
Tysiącletnie prawie dzieło rąk ludzkich zamienia się w popiół i pył. W popiół i w pył zamieniają się ludzie w twierdzy. Ci, którzy w piwnicach starego śródmieścia w nieustannym lęku przed śmiercią pędzą żywot pełen udręki i przerażenia, zaczynają pojmować, że walka toczy się nie o wolność ojczyzny, lecz o życie generała.
Pierwsze pogłoski o zbiorowych akcjach protestu zrozpaczonych kobiet podawane są szeptem z ust do ust. Nocą na dachach domów ktoś skrycie rozwiesza prześcieradła i białe chustki. Odpowiedzią Gestapo są masowe aresztowania.
Jest trzecia dekada kwietnia, walki rozgrywają się już na przedmieściach Berlina. Komunikat naczelnego dowództwa donosi o odbiciu dworca w Köpenick.
Podczas jednej z tych nocy panuje w budynku niezwykły hałas. Rozlegają się pośpieszne, a niekiedy ciężkie, powolne kroki wielu ludzi, bieganina na wszystkie strony, trzaskanie drzwiami, tupot nóg na schodach. Na wszystkich piętrach panuje niepokój, słychać wołania, padają słowa komendy. Nad nami w szwalni kręcą się ludzie, wydaje się, jakby dźwigali jakieś meble.
Późną nocą dolatują co pewien czas odległe krzyki, przytłumione grubymi murami i niezliczoną ilością drzwi.
- Jak wam się właściwie to wszystko podoba? - pyta pani Menzel wśród ciszy pełnego lęku wyczekiwania.
Po raz pierwszy pękają okowy strachu, rozmowy prowadzone szeptem w dwójkę lub trójkę przechodzą w burzliwą wymianę zdań i w końcu przeistaczają się w ożywioną dyskusję całej celi. Wszystkie kobiety, a jest ich czterdzieści pięć, są przeciw Hitlerowi, przeciw wojnie, wszystkie oburzają się, że postanowiono bronić miasta, którego mury ochronne zawaliły się już setki lat temu, a na zrównanych z ziemią wałach i fosach rosną stare drzewa, rozpościerają się parki i aleje, teraz zamienione w pole bitwy.
Wszystkie kobiety czekają na wojska radzieckie. Pragną zrzucić z siebie natrętne brzemię, a zrzucą je w dniu poddania się miasta. Co będzie potem, nad tym nie łamią sobie głowy. Ich zdaniem Armia Radziecka przyniesie ze sobą bolszewizm. Nikt nie wie dokładnie, co to jest bolszewizm, ale to nie jest takie ważne. Z okien będzie zwisała nowa chorągiew. Rosjanie wyręczą nas w wykończeniu Hitlera. Będziemy machać rękami i cieszyć się, wetkniemy czerwone wstążeczki do butonierek, pozwolimy się oswobodzić i nie damy im odczuć, że są tylko Rosjanami - ludźmi przepasanymi powrozem z gałganami na nogach - tak jak ich ukazywały dodatki filmowe. Tak myśli większa część kobiet.
Tylko znikoma część wie, że człowiek przepasany powrozem to postać wyimaginowana, upiór niemieckiej propagandy, który miał uosabiać rzekomo nędzę socjalistycznej Rosji, jej bezbronność, a zarazem groźbę. Odkąd padły wschodnie granice, odkąd radzieccy żołnierze zajmowali jedno po drugim miasta niemieckie jadąc na szybkich gigantycznych rozmiarów czołgach i odkąd wiadomo, że twierdza nie może im się oprzeć, rozwiały się podstępne kłamstwa oszałamiających filmów i komunikatów prasowych.
Większość kobiet w zapale wielkiej dyskusji, którą wywołała pani Menzel, zdradza niezrozumiałe iluzje w związku z zakończeniem wojny. I znów znikoma tylko część zdaje sobie sprawę, że w kraju, w którym są zniszczone mieszkania, a przemysł leży w gruzach, zapanuje nędza i głód, a każdy dzień wojny będzie kosztował lata odbudowy i pracy.
Większość kobiet uważa, że wojna jest co prawda zbrodnią, ale jest też zjawiskiem naturalnym, które nagle “wybucha”. Nie uświadamiają sobie sprzeczności takiego twierdzenia, takiego “co prawda - ale” i poglądy ich ścierają się gwałtownie. Ba, wydaje się nawet, że się spodziewają pewnego rodzaju rekompensaty za to, iż musiały znosić tę wojnę, która jest straszna, okrutna i trudna do zniesienia, pożera ludzi, domy i kraje, sprowadza cierpienie, żałobę i nienawiść, niedolę i ogień, rany i śmierć, nędzę i głód. A głód jest najstraszniejszy ze wszystkiego.
- Nie łudźcie się nadaremnie - mówi pani Menzel - głodować będziemy nadal.
Łagodne czerwonawe światło rozjaśnia noc, piękny jak w bajce jest pełen grozy widok nocnego nieba, lekkie, wolne opadanie “choinek” i lśniących czerwienią świetlnych kul, połączonych ze sobą delikatnymi łańcuchami dymu. Daleko na niebie warczą motory rzucając groźne ostrzeżenie w nagle powstałą ciszę. po czym oddalają się pośpiesznie. “Maszyna do szycia” oznaczyła już cele.
236
- A mimo to - powiada pani Menzel głośno i stanowczo powinni już z tym skończyć. Raczej głód niż wojna.
Za parę sekund nadlecą bombowce. Z daleka znów dociera do naszej celi straszliwy krzyk.
-
Kto inaczej myśli, nie jest więcej wart niż ci, którzy w takiej chwili biją człowieka… czy słyszycie te krzyki? Czy wiecie, kto tak krzyczy? - odzywa się jakiś głos w celi.
-
Ludzie, którzy nie chcą wojny! - woła pani Menzel.
-
A wiecie, kto ich okłada batem? - pyta ten sam głos.
-
To wojna, Gestapo, pachołki hitlerowskie, sam Hitler ucieleśniony w tych przeklętych kreaturach - odpowiada stara kobieta, a głośna detonacja trzech bomb wprawia dom w drżenie.