Maria Langner "Ostatni bastion"

Doktor Heisig

Wydaje się, że przemarsz wojsk, przeznaczonych dla obrony miasta, już się zakończył. Ulica znowu jest jak wymarła. Prócz nielicznych wozów tramwajowych, które przejeżdżają w dużych odstępach czasu, nie widać już cywilnych pojazdów. Od czasu do czasu przez szeroką, zaśnieżoną ulicę miasta przesuwa się samotny samochód. I znowu ulica pogrąża się w niecodzienną ciszę i pustkę.

 

Stoję przy oknie i patrzę w dół. Już prawie od dziesięciu minut nic się nie porusza. Cicho pada śnieg. Tylko na przeciwległej stronie ulicy niewyraźnie zarysowują się kontury zdechłego psa, który od kilku dni tam leży. Na najbliższym rogu ulicy stanął zegar wiszący nad kawiarnią. Wszystko przypomina dekorację dobrze znaną, a jednak obcą, daleką i martwą.

Nagle środkiem jezdni zbliża się mały samochód. Jak dziecinna zabawka toczy się po szerokiej pustej ulicy, zabudowanej wysokimi, okazałymi domami o potężnych i wspaniałych bramach, ozdobionych pięknymi fasadami.

Z auta, które zatrzymuje się pod moją bramą, wysiada doktor Heisig i kobieta w stroju pielęgniarki.

Dobrze, że doktor przyjechał. Nie można sobie teraz pozwolić na przygnębienie. A ten kwadrans przy oknie frontowego pokoju był jak pożegnanie, przeczucie, że upiorna cisza tej opuszczonej wielkomiejskiej ulicy to ostatnie tchnienie jej wygasającego życia.

Podczas gdy otwieram drzwi, słyszę przyśpieszone mocne kroki, głos Heisiga i ożywiony, ochoczy śmiech kobiecy. Doktor wnosi ze sobą wspaniały, ożywczy humor.

  • Dzieci! - woła wchodząc do pokoju - za pięć minut skończy się “Heil Hitler”. Będziemy w Rosji. Już wkrótce tamci będą mogli nas w nos pocałować. Babciu! Pani nie musi już stać na baczność moi państwo, zwariuję chyba życie bez führera… zaraz, zaraz, jak to się mówiło? Moje życie za führera moje w każdym razie nie, panie Hickelmeier, Hickelgruber czy jak tam się nazywał ten oszust (przypis: Prawdziwe nazwisko Hitlera brzmiało Schickelgruber).

Matka, Małgorzata i Harry, którzy dotąd siedzieli w tylnym pokoju milczący i nieco przygnębieni, nagle się ożywili.

Siostra Anneliese, która towarzyszy doktorowi Heisigowi, wynosi do przedpokoju jasnoszary płaszcz skórzany, który doktor rzucił na poręcz fotela.

Doktor nawet tego nie dostrzega, cały jest pochłonięty myślą, że wkrótce zrzuci z siebie to znienawidzone jarzmo. Opowiada, że zdejmie mundur i poświęci się jako rentgenolog pracy naukowej. Anneliese, która zna Małgorzatę, dopytuje się o dziecko. Harry, przy którego zwolnieniu doktor Heisig współdziałał - postarał się o zmianę czy sfałszowanie zdjęcia rentgenowskiego - jest z doktorem zaprzyjaźniony. Opowiada o Popowie i o karteczce. Zasób rosyjskich słów Popowa nie zawierał odpowiedniego określenia na “wojskowy punkt opatrunkowy”, napisał więc “Punkt Czerwonego Krzyża” czy coś w tym rodzaju.

Anneliese, która z Małgorzatą poszła zobaczyć dziecko, wraca do pokoju. Słyszy jeszcze ostatnią część rozmowy, ale doktor Heisig widocznie nie ma żadnych zastrzeżeń i darzy Anneliese pełnym zaufaniem. Zastanawiają się, komu powierzyć wykonanie tabliczki, Anneliese proponuje, aby na razie wszystko do tego celu przygotować. Ostrożność jeszcze ciągle jest wskazana. Przecież to musi być spora tablica. Gdy tylko zbliżą się odgłosy strzelaniny, można będzie umieścić na tablicy napis. Anneliese jest zdania, że pani doktor Gerlach to niebezpieczna gadzina i należy się jej wystrzegać. Sprawa z odznaką partyjną wyraźnie dotknęła lekarkę. Anneliese jest zadowolona, że może się z nami czymś ważnym podzielić, wyjaśnia nam bliżej sprawę, o której wspominała. Pani doktor Gerlach jest lekarką HJ (przypis: HJ - Hitlerjugend. - Nazwa hitlerowskiej organizacji młodzieżowej). Lazaret był poprzednio szpitalem dla młodzieży hitlerowskiej. Doktor Heisig energicznie domagał się zarekwirowania szpitala i przez okręgową komendę wojskową dopiął celu. Pani doktor Gerlach, która poprzednio w tym zakładzie odgrywała dużą rolę, przeszła wraz z częścią personelu sanitarnego do szpitala wojskowego. Od chwili gdy szpital objęli lekarze Wehrmachtu, straciła swoje dawne znaczenie. Anneliese sądzi, że to musiało bardzo dotknąć tę ambitną kobietę, przywykłą do komenderowania. W dodatku przed kilkoma dniami doktor dokuczył jej porządnie. Jej partyjna odznaka, przypięta do białego kitla, działa na doktora jak czerwona płachta - lekarz to lekarz - i dosłownie powiedział: “Niech pani usunie ten cukiereczek. W wojsku nie praktykuje się takich rzeczy”.

Doktor Heisig się śmieje. - Nie należy straszyć chorych - mówi doktor - ta Gerlach i bez odznaki przedstawia pożałowania godny widok.

  • I na domiar jeszcze jest w panu zakochana - drwi Anneliese.

  • Nie wykluczone - mówi doktor. - Czasami jest taka zapłakana, może rzeczywiście ma katar. W każdym razie odznakę zdjęła. Pewno w przyszłym tygodniu przypnie sobie czerwony goździk papierowy. - Doktor Heisig nie bierze poważnie pani doktor Gerlach. Nie bierze poważnie żadnej kobiety, chociaż w życiu jego odgrywają dość dużą rolę. Nazywa je wszystkie “dzieciakami” i chociaż nigdy się o to poważnie nie stara, spotyka je ciągle na swojej drodze. Zawsze coś kobiecego jest w jego otoczeniu, zawsze jakaś istota między siedemnastką a czterdziestką siedzi przy nim w samochodzie.

Heisig nie należy do tak zwanych przystojnych mężczyzn. Wyraz żywości i inteligencji, malujący się na bladej twarzy o szerokim płaskim czole, czyni jego powierzchowność pociągającą: szkła okularów przesłaniają oczy. Jest zaledwie średniego wzrostu i nawet dobrze na nim leżący wojskowy mundur lotniczy nie nadaje mu postawy bohatera, jaka charakteryzuje każdego oficera lotnictwa czy SS-mana. Na tych, którzy nie znają bliżej Heisiga, doktor robi wrażenie czarującego lekkoducha. To na pewno decyduje o jego powodzeniu u kobiet; w jego obecności przybierają przemyślane pozy i patrzą oczami pełnymi nadziei. Możliwe, że doktor te nadzieje spełnia. Ale to nie umniejsza wcale wartości człowieka tej miary, co Walter Heisig, lecz jest właśnie jakby uzupełnieniem jego natury pełnej żywotności.

Najszlachetniejszą jego cechą jest to, że przyjaciele mogą w zupełności na nim polegać i że ze swojego zawodu nie robi obiektu handlu. Doktor jest aż do przesady uczynny jako człowiek i jako lekarz. Antyfaszysta Walter Heisig bez zastanowienia ofiaruje swą pomoc człowiekowi tych samych co on przekonań, jeśli chodzi o zwolnienie ze służby frontowej lub w ogóle z wojska. Sam opowiada, że ogołaca z ludzi lotnictwo, ale w sposób bardziej humanitarny, niż robi to Goering. Heisig za pomocą odpowiedniej diagnozy i zdjęć rentgenowskich robi z kandydatów na śmierć ludzi niezdolnych do służby wojskowej i w ten sposób ratuje im życie. Tym potrafił sobie zjednać wielu entuzjastycznych przyjaciół i zwolenników, którzy z biegiem czasu utworzyli polityczną bojówkę.

Jedynie na wypadek poboru do volkssturmu nie będzie w stanie nikogo uratować, jak sam twierdzi. Nakazy stawienia się wychodzą od kierownictwa miejscowej grupy partyjnej. Przy poborze do volkssturmu przepuklina, brak zębów, okaleczenia wojenne lub zdjęcia rentgenowskie wykazujące nawet owrzodzenie żołądka nie stanowią podstaw do zwolnienia. W akcji, którą podejmuje partia, zmierzająca do powołania wszystkich mężczyzn od czternastu do sześćdziesięciu lat według spisu mieszkańców, lekarz nie bierze udziału.

Rocznik Harry’ego nie został jeszcze powołany. Jego stary mundur wojskowy jest w pogotowiu. Harry omawia z doktorem, w jaki sposób mógłby uniknąć powołania do volkssturmu.

  • Przejść na stronę wroga - mówi Heisig. - I to w miarę możności nie w pojedynkę, ale całymi grupami.

Karteczkę Popowa schował do kieszeni. Harry Laue dostał od doktora na wszelki wypadek zaświadczenie z pieczątką wojskową, stwierdzające, że Harry jest sanitariuszem wojskowego punktu opatrunkowego: może to mu coś pomoże. Małgorzata jest zaopatrzona w taką samą legitymację, jaką i ja otrzymałem od Heisiga - Bądźcie, państwo, w pogotowiu - mówił Heisig. - Chwilowo mam tylko trzech chorych na rewirze. Skoro tylko zaczną napływać pierwsi ranni, musicie przybyć szybko jeden za drugim. Po babunię i dziecko samochodem będę tutaj w ciągu trzech minut. Rzeczy muszą być tak ustawione, abym mógł je natychmiast znieść do samochodu. Proszę, aby nie było zbyt wiele bagaży - chyba zrozumiałe. To może nastąpić najpóźniej pojutrze. Cieszę się jak uczniak. - Ściska nam wszystkim rękę.

Małgorzata pyta jeszcze pośpiesznie, czy nie byłoby wskazane, abyśmy przybyli wcześniej, może nawet już jutro, ale siostra Anneliese uważa, że lazaret już i tak jest po prostu rodzinnym lazaretem. Nie należy niepotrzebnie ściągać na siebie uwagi. Skoro tylko pewna ilość łóżek będzie zajęta, nikomu nie wyda się podejrzane, jeżeli zatrudnione zostaną dodatkowo pomocnicze siły cywilne.

Doktor Heisig stoi już w drzwiach: - Gestapo piekielnie depcze ludziom po piętach. Ta hołota wszędzie się wałęsa i węszy szpiegostwo, sabotaż, powstanie, nie dowierzając panującym nastrojom, a w każdym razie tym, którzy dobrowolnie pozostali w twierdzy. Dziś każdy jest podejrzany. Mam wrażenie, że pozostaniemy przy naszej umowie. Nie ulega wątpliwości, że u mnie będziecie się lepiej czuli niż w tym domu. Pobudowaliśmy niebywałe bunkry.

  • A co będzie z Pietrem?

  • Czy umie prowadzić samochód?

  • Tak.

  • Niech się zamelduje w kancelarii. Zostawię tam dyspozycje. - Heisig i Anneliese odchodzą.